wtorek, 28 maja 2013

Mama gęś

 W roli pani Capuletti - Anna Moskal. Na zdjęciu - w czarnych okularach. Obok - Mariusz Benoit, Eliza Borowska, nad nimi - Aleksandra Bożek. Stoi - Mariusz Wojciechowski. Fot. Magda Hueckel

Pani Capuletti pewnego dnia z nudów próbuje sobie stworzyć profil na fejsbuku.

Mój mąż jest człowiekiem majętnym.

Zastanawia się piętnaście minut, dosłownie zastyga nad klawiaturą laptopa, patrząc w okno, za którym rośnie nieznane jej, ozdobne drzewo. Wstaje, poprawia bluzkę, idzie do barku, nalewa sobie kapeczkę czegoś zmieszanego z czymś. Wraca, sączy, patrzy w okno.

Mieszkanie nasze jest znakomicie położone. Nie ma tu mętów, żebraków, złodziejstwa i dziwaków. Jest spokojnie, jest tu naprawdę spokojnie. Od kiedy tu mieszkamy, nic się nie zdarzyło.

Wstaje, poprawia bluzkę, idzie do barku, nalewa sobie kapeczkę czegoś zmieszanego z czymś. Wraca, sączy.

Trawniki strzygą się tu same, nie ma żadnych śmieci. Nikt tutaj nie posiada psa, ani małych dzieci. Jest cicho, ochroniarze pilnują porządku. Mieszka nam tu się, jak w raju. Mamy duży balkon. Wiem doskonale, że większości ludzi na świecie nie byłoby stać nawet na ten balkon, w tej lokalizacji. Dlatego doceniam i cieszę się balkonem.

Wstaje, poprawia bluzkę, idzie do barku, nalewa sobie kapeczkę czegoś zmieszanego z czymś. Wraca, sączy.

Mamy doskonały sprzęt grający oraz świetny zestaw kina domowego. Najbardziej lubię filmy o zwierzętach. Dźwięk i obraz są tak wyśmienite, że nie muszę nawet wiedzieć, co się dzieje. Słucham natury. Chłonę tę kolory. Cieszę się, że nie jestem zwierzęciem. Bardzo się cieszę, że nie jestem zwierzęciem. Nie umiem sobie wyobrazić, co bym zrobiła, jako zwierzę. Czasem się boję, że reinkarnacja istnieje i urodzę się znów, jako zwierzę. W jakiejś brudnej norze. W strachu, głodzie, zimnie i ciemności. Bardzo się tego boję. To jest największy mój lęk. Kiedy patrzę na zwierzęta i słucham natury na naszym zestawie kina domowego, czuję strach, ulgę i zadowolenie. Lubię patrzeć, jak strasznie mają te zwierzęta. I że nie wiedzą w ogóle, bo są za tępe na to, nie wiedzą, że może istnieć jakieś inne życie. Strasznie im współczuję i mam satysfakcję.

Wstaje, poprawia bluzkę, idzie do barku, nalewa sobie kapeczkę czegoś zmieszanego z czymś. Wraca, sączy.

Gdybym miała własne pieniądze, wpłacałbym regularnie na jakieś ZOO. Myślę, żę ZOO to najwłaściwsze miejsce dla zwierzęcia. Tam ktoś je przynajmniej karmi, sprząta klatki, dba. Lubię ZOO.
Niestety wszystkie pieniądze ma mój mąż. Za to ma ich dużo i dzięki temu czuję się przy nim stabilnie i bezpiecznie. Oczywiście z wyjątkiem sytuacji, gdy ten knur podnosi na mnie rękę, ale skłamałabym, gdybym rzekła, że zdarza się to często.

Idzie do barku, nalewa sobie kapeczkę czegoś zmieszanego z czymś. Wraca, sączy.

Mamy wyśmienite auto. Nie pamiętam marki, ale jest to auto z jasną, skórzaną tapicerką. Świetnie się czuję w takim czymś. Lubię rzeczy z prawdziwej skóry.
Raz w roku jeździmy na rodzinne wakacje na jakąś egzotyczną plażę.
Mówię, na rodzinne, bo mamy też córkę. Julię.
Julia ma 30 lat. Skończyła świetną, płatną szkołę i prywatne studia.

Nalewa sobie kapeczkę czegoś zmieszanego z czymś. Wraca, sączy.

Julię właśnie wydajemy za Parysa. To będzie bardzo piękny ślub. Zamówiliśmy bardzo wyszukaną kuchnię. Gwoździem programu ma być potrawa z jadłospisu Ludwika XVI, która wróciła do łask w kręgach zamożnych francuskich smakoszy. Mianowicie oskubana, podpieczona gęś, która w oszołomieniu, i bez oczu, rusza się na stole, chodząc między talerzami, a ucztujący odkrajają po kawałku przy pomocy specjalnych sztućców i uchwytów. Nie macie pojęcia, ile to kosztuje!


Wraca, sączy.

Julio! Julio!!! Już za cztery dni!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz